4. Ślężański Bieg Młodzieżowy - wyniki
Ty też możesz zostać naszym sponsorem!

Pierwsze historyczne zwycięstwo drużyny KB Sobótka – relacja z Półmaratonu Mietkowskiego

W dniu wczorajszym (23.04.2017) w Borzygniewie drużyna KB Sobótka odniosła spektakularny sukces, wygrywając klasyfikację drużynową Półmaratonu Mietkowskiego. Jest to pierwsze zwycięstwo w historii klubu w zawodach tej rangi. To jednak nie wszystko. By oddać pełnię sukcesu wymienię, że wygraliśmy również klasyfikację OPEN kobiet (Halinka), zdominowaliśmy całe podium w kategorii M40, do tego Łukasz Piskorz poprawił rekord klubu o przeszło 2 minuty, czterech zawodników znalazło się w pierwszej piętnastce klasyfikacji OPEN, każdy z rekordem życiowym, oraz drugie miejsce pana Henia Załęskiego osiągnięte w klasyfikacjach OPEN-WMA (zabrakło mu jednej sekundy do lidera) i M60. Tak na marginesie to w klasyfikacji OPEN-WMA mieliśmy czterech zawodników w pierwszej dziesiątce.

DSC_0596

Halinka Shchensna-Radzikovska (druga od lewej) na podium klasyfikacji OPEN kobiet

DSC_0602

Łukasz Piskorz (pierwszy z lewej) wśród zwycięzców V Biegu Mietkowskiego

DSC_0616

Podium kategorii M40 (od lewej Wojtek Franaszczuk, Mariusz Kupczak, Piotrek Majewski)

DSC_0619

Podium kategorii M60 (pierwszy od lewej Henryk Załęski)

Dużo tego jak na jeden dzień, tym bardziej że bieg ukończyło ponad 640 osób, więc dość pokaźna frekwencja jak na bieg lokalny, a i poziom zawodów odpowiednio wysoki (czas zwycięzcy poniżej 1:15, a czasy ośmiu zawodników poniżej 1:20).

Myślę jednak, że największym sukcesem, w tym po częsci moim osobistym, jest to iż udało się zmobilizować drużynę do tego by wznieść się na wyżyny swoich możliwości. By pobiec zespołowo. I tutaj chylę czoła przed wszystkimi kolegami z zespołu. Było naprawdę świetnie. Zarówno współpraca podczas biegu jak i wzajemny doping i motywacja. Dzięki Wam wszystkim udało się.

W teraz czas na relację, taką bardziej osobistą, bo i wynik do tego zobowiązuje by napisać coś więcej niż kilka suchych faktów.

Kilka miesięcy temu Antoni Stankiewicz zasugerował by zaplanować starty drużynowe na najbliższy sezon. Dwa udane starty drużynowe w zeszłym sezonie rozbudziły apetyty, jednak zawsze ktoś był lepszy. Rozpocząłem więc poszukiwanie biegu, w którym będziemy w stanie powalczyć o zwycięstwo, a zarazem będzie na tyle duży/prestiżowy by ewentualny sukces miał swój smak.

W większości biegów w Polsce klasyfikacje drużynowe uwzględniają najlepsze 3 lub 4 czasy z drużyny. W takim przypadku wystarczy jeden czy dwóch mocnych zawodników w drużynie by odnieść sukces. Mi zależało by znaleść bieg w którym zespół to nie będzie tylko ta pierwsza trójka, ale i dalsze miejsca będą miały znaczenie. I znalazłem taki bieg – Półmaraton Mietkowski. Był idealny. Blisko Sobótki, na tyle duży by było z kim się ścigać, a jednocześnie dość prestiżowy z racji tego, że jest częścią cyklu Puchar Sportów Wytrzymałościowych. Do tego klasyfikacja drużynowa wymagająca minimum 8 osób w zespole i uwzględniająca 7 najlepszych czasów z drużyny. To było coś skrojone specjalnie dla nas.

Analizując wyniki z ubiegłego roku, do zwycięstwa potrzeba było siedmiu zawodników ze średnim czasem w okolicach 1:30, a na tyle było nas stać. Jak się w praktyce okazało, w tym roku poziom drużynowy był o wiele wyższy, tym większa więc satysfakcja z wygranej.

Przed startem w Mietkowie miałem dwa cele. Ten główny, czyli wygrana w klasyfikacji drużynowej oraz ten drugi, czyli pobicie własnego rekordu życiowego (1:21:54). Jeden i drugi był istotny. Szczególnie, że tej wiosny z perspektywy biegowiej nie było u mnie najlepiej. Najperw kontuzja i praktycznie brak treningów zimowych. Potem zbyt mało czasu na przygotowanie do Półmaratonu Ślężańskiego i pewnien niedosyt po tym starcie. Następnie start w Miękini na 10 km i pomimo sukcesu, to jednak bieg dość słabo rozegrany pod wzgędem taktycznym. Zbyt mocno na początku, potem stopniowy spadek tempa i jedynie jakieś najgłębsze pokłady determinacji pozwoliły na szybszy akcent na finiszu.

W Mietkowie miało być inaczej. Forma już przyszła, więc nie było wymówek. Do tego miała dojść żelazna dyscyplina taktyczna, równe tempo jak w szwajcarskim zegarku i żadnych szaleństw na początku. Dalej analiza trasy pod względem profilu oraz kierunku wiatru, bardzo przydatna jak się później okazało, bo prognozy były niezbyt optymistyczne. Miało być zimno, wietrznie i deszczowo. Niezbyt przyjemna perspektywa, bo o ile niska temperatura to nie jest probem dla biegaczy, a deszcz w lecie nawet bywa mile widziany, to jednak mocny, zimny, mokry wiatr…wyjaśniać chyba nie trzeba.

Jeszcze ostatnia analiza składu drużyny. Jest dobrze. Dwunastu zawodników zgłoszonych z KB Sobótka, w tym najlepsi w tym roku: Łukasz Piskorz, Wojtek Franaszczuk i Mariusz Kupczak. Do tego Adam Michalski i kilku solidnych zawodników: Robert Borkowski, Wacław Kruk, Arek Zub ze świeżym rekordem życiowym sprzed dwóch tygodni (1:37:58) i jeszcze Antoni Stankiewicz, co prawda z kontuzją, ale to jednak zawsze wzmocnienie, zarówno realne jak i symboliczne. Jest też Klaudia Kuriata, Aneta Łukowicz i Zbyszek Goldwasser. Skład wygląda naprawdę dobrze do tego stopnia, że każdy wynik oprócz zwycięstwa będzie rozczarowaniem.

Rzut oka na rywali. Szczególnie groźni wydają się gospodarze, czyli Triathlon Mietków Team oraz 10 Brygada Logistyczna z Opola. Do tego mocne zespoły GT RAT, GVT, NOA (zwycięzca z ubiegłego roku). Liczną drużynę wystawiła Strzegomska Dwunastka, choć bez większych indywidualności. Dodatkowo zawsze pozostaje ewentualność, że w dniu zawodów dopisze się kilku mocnych zawodników i układ sił się drastycznie zmieni.

Plan taktyczny na bieg. Cel – utrzymać średnie tempo 3’50, co powinno dać wynik w okolicach 1:21. Nie dać się ponieść emocjom na początku i nie zacząć zbyt szybko. Pierwsze 4 km będą pod wiatr, więc tempo tego odcinka nie szybciej niż 3’55, potem nawrót i 7 km z wiatrem, tutaj będzie trzeba nadrobić stratę i biec szybciej, około 3’45. Potem utrzymać 3’50 do tamy, czyli do 16 km, a na ostatnich 5 km, które będą na tamie, czyli prawdopodobnie pod wiatr, nie stracić zbyt wiele. A przede wszystkim nie oglądać się na rywali, nie rwać tempa, tylko biec swoje. Lekko, równo, metodycznie, jak dobrze rozgrzany diesel.

Poranek przed biegiem potwierdził prognozy. Było zimno. Porywy wiatru co prawda nie były aż tak mocne, ale przy 5°C nawet lekki wiatr jest nieprzyjemny.

Na miejsce przyjechałem dość wcześnie. Pogoda była tak paskudna, że przez kilkanaście minut nie wychodziłem z samochodu by nie wychładzać organizmu. Głównym pytaniem było jak się ubrać na taką pogodę. Zdecydowałem, że dopiero po rozgrzewce będzie można to realnie ocenić.

Zadzwonił Piotrek Majewski, że są już na miejscu z Antonim i z panem Heniem. Świetnie, to dwóch dodatkowych zawodników dopisanych do drużyny, w tym Piotrek który raczej na pewno zejdzie poniżej 1:30. Nasze szanse na zwycięstwo właśnie wzrosły. Odnajdujemy się. Kolejna niespodzianka, spotykam Halinkę, pyta się czy mamy jakieś szanse i czy dopisać do drużyny. Mówie jej, że zamierzamy to wygrać, a jak się dopisze to wygramy na pewno. Kolejny mocny zawodnik w składzie. Dopisują się też jeszcze dwie kolejne dziewczyny z Sobótki, Jadwiga Piasecka i Katarzyna Kozioł. Jest nas w sumie 17 osób. Znacznie więcej niż w moich najbardziej optymistycznych przypuszczeniach. Świetnie, znaczy to że jest mobilizacja w zespole.

Idę na rozgrzewkę.  Jest zimno, ale po kilku minutach truchtu robi się jakby przyjemniej. Spotykam Łukasza Piskorza i zamieniam z nim kilka słów. Pytam go czy będzie atakował 1:20. „Przy tej pogodzie?” – oto jego odpowiedź. Ale też potwierdza, że jest formie.

Przyjeżdżają Wojtek Franaszczuk z Klaudią i Mańkiem. Wojtek narzeka na kontuzję nogi, która znowu dała o sobie znać, ale mimo to spróbuje pobiec na maksa, mięśnie rozgrzane zwykle nie bolą, dopiero później jak będzie już po biegu. Mariusz też nie zamierza zasypiać gruszek w popiele. Wymieniamy informacje na temat taktyki na bieg. Nie szaleć na początku, chować się przed wiatrem za plecami innych. Do przejazdu kolejowego na 4 km spokojnie.

Na starcie jest ciasno i dość chaotycznie zaraz po strzale startera. Zostaję trochę z tyłu. Początek jest pod górkę i pod wiatr, ale i tak każdy pędzi dużo szybciej niż nakazywałby to zdrowy rozsądek. Psychologia tłumu i erupcja adrenaliny sprawiają, że żelazne założenia taktyczne muszą odrobinę zaczekać na swoją kolej. Zapewne jakiś kilometr, do czasu aż podbieg zweryfikuje możliwości motoryczne, a wiatr schłodzi gorące głowy.

Widzę koszulkę KB Sobótka kilka metrów przede mną. To Łukasz Piskorz, obok niego biegną Wojtek Franaszczuk i Mariusz. Dobrze, wszyscy są w grupie i na widoku. Nie spieszę się za bardzo by zamknąć kilkumetrową przerwę między nami. Tempo na podbiegu w porywach do 3’30 jest zdecydowanie za szybkie, chwilę czekam, aż tempo troszkę spadnie i z czasem doganiam kilkunastosobową grupę prowadzącą. Po pierwszym kilometrze czołówka topnieje do około dziesięciu osób, wśród których jest Łukasz, a my z Wojtkiem i Mariuszem formujemy za nimi swoją trzyosobową grupkę i od tej pory przez większość dystansu biegniemy razem. Biegniemy jeden za drugim. Pierwszy Mariusz w walce z wiatrem, dalej Wojtek za jego plecami, ja za Wojtkiem. Z czasem Wojtek zmienia Mariusza. Tempo jak dla mnie zbyt szybkie, na pierwszych trzech kilometrach w granicach 3’49-3’46, więc trzymam się z tyłu. Po trzecim kilometrze zmieniam Wojtka na prowadzeniu, a jednocześnie zwalniam do 4’00. Wiatr wieje w twarz, a początek był zbyt mocny, więc trzeba uspokoić emocje i trzymać sie planu.

Po czwartym kilometrze jest zakręt i rozpoczyna się już bieg z wiatrem. Piąty kilometr jest lekko pod górkę, więc mimo wiatru w plecy tempo jeszcze nie wzrasta, potem jest już coraz szybciej. Ciągle biegniemy razem. Prowadzę grupę, za mną bądź obok mnie Wojtek. Mariusz z tyłu. Mariusz coraz mocniej oddycha i biegnie „ciężko”, zastanawiam się kiedy zostanie w tyle, a on mimo upływających kilmetrów trzyma nasze tempo. A tempo jest mocne. Średnio poniżej 3’50,  od 3’55 pod górkę do 3’40 z górki, czyli wszystko zgodnie z planem. Biegniemy jak dobrze naoliwiona maszyna. Krótszy krok na podbiegach, dłuższy na zbiegach, a ciągle ten sam stały rytm. Ścinamy zakręty by nie robić dodatkowych metrów. Trasa pomimo wiatru w plecy nie jest łatwa. Jest po drodze kilka wzniesień, niezbyt wysokich ale jednak. 10 km mijamy w czasie 38:15, dobry międzyczas. Zawodnik biegający nagatywnym splitem mógłby z tego zrobić 1:20 na mecie.

Mietków-profil trasy

Bieg Mietkowski – profil trasy

Na dwunastym kilometrze jest punkt z wodą. Na krótko przed nim czas na żel energetyczny, aby móc go popić oferowaną wodą. Biegniemy dalej u podnóża tamy. Tutaj mniej wieje. Podłoże betonowe, choć nierówne, jest szybkie. Na tym odcinku trasy biegacze biegną w obu kierunkach, więc miajmy się nawzajem najpierw z szybszymi zawodnikami a potem z wolniejszymi. Czołówka już jest po nawrocie. Na prowadzeniu dwóch zawodników (Michał Rajca z GT RAT i Robert Wilkowiecki z GVT), a chwilę za nimi trzeci. Dłuższa przerwa i dwóch kolejnych zawodników, jeden z nich w koszulce KB Sobótka. Łukasz. Krzycze mu, że jest piąty. Rewelacja. Mijamy trzynasty kilometr. Krótka „narada” w naszej grupie. Wojtek i Mariusz chcą zwolnić i mówią bym dalej biegł sam. Czuję się dobrze i czuję, że moje 1:21 jest dzisiaj do zrobienia. Lekko przyspieszam. Na nawrocie na 14 km mijam chłopaków, są ledwie kilka sekund za mną i biegną razem. Kolejne dwa kilometry biegnę w tempie 3’44. To ostatnie łatwe dwa kilommetry tego dnia. Tama osłania nas od wiatru, a do tego bieg jest w obu kierunkach i można śledzić sytuację w biegu na dalszych miejscach. Piąty z naszej drużyny jest Piotrek Majewski, chwilę za nim Halinka. Krzyczę jej, że jest pierwsza wśród kobiet. Dalej mijam Adama Michalskiego, siódmego z drużyny. Jest dość wysoko, a więc będzie super wynik. Co jakiś czas mijam kolejne osoby z KB Sobótka. Niemal każdy coś krzyczy, dopinguje. Arek Zub „nazubowany” woła „Nie oddaj tego!”. Antoni zaskakująco wysoko i do tego nie kuleje. Mija mnie pan Heniu. Biegnie lekko, dobrym technicznie krokiem. Są dziewczyny, Klaudia chwilę później Aneta.

Wyprzedzam jednego z zawodników, to Bartłomiej Buczek (świeżo po swoim rekordzie życiowym na 10km – 36:10). Dobiegam do tamy, jest tam krótki sztywny podbieg drogą gruntową. Wbiegam na tamę bardzo spokojnie. Dla tych kilku sekund nie warto ryzykować agresywnego podejścia, tym bardziej że za chwilę będzie walka z wiatrem. Będąc już na tamie widzę jak Mariusz Kupczak atakuje Bartka Buczka i jest już dość blisko. A więc złapał drugi oddech. Chwilę za nim Wojtek Franaszczuk. Nie biegną już razem. Teraz już każdy sam na sam z wiatrem.

Na tamie rzeczywiście jest wietrznie. Co prawa wiatr wieje z boku a nie w twarz, ale za to jest bardzo silny. Chwilami trudno utrzymać równowagę i trzeba biec bardziej siłowo. Do tego na szczycie tamy droga jest gruntowa, więc nie da się już biec tak szybko jak wcześniej. Maksymalne tempo jakie udaje się utrzymać to 3’55 i to z wielkim trudem. Próbuję szybciej, ale nie da się. Czuje już że mam częściowo zakwaszone uda. Oddech stabilny, tętno dość niskie jak na półmaraton. A więc wydolność tlenowa z jesieni już wróciła, teraz najsłabszym ogniwem okazuje się siła biegowa i wytrzymałość. Średnie tempo całego biegu wciąż w okolicach 3’50, a więc mam jeszcze lekki zapas, byle zbyt wiele nie stracić.

Najgorzej jest na dwudziestym kilometrze. Tam gdzie tama lekko zmienia kierunek i wiatr wieje prosto w twarz. Na domiar złego na koniec tamy jest jeszcze podbieg. W tych warunkach tempo spada mi do 4’10, nie bardziej tylko dlatego, że meta już blisko, a wciąż jest szansa na rekord życiowy. Ostatni kilometr już jest płasko i równo. Udaje mi się dzięki temu przyspieszyć. Na 700 m przed metą jest ostry zakręt, widzę że Mariusz jest niedaleko. Trasa wiedzie lekko w dół a meta jest coraz bliżej. Choć organizm bardzo nie chce to siła woli oraz bliskość mety pomagają zdobyć się na ostatni ogromny wysiłek.

Ostatnie 100 m udaje się zafiniszować sprintem w tempie (2’44), niczym na treningu szybkościowym  z Wojtkiem Franaszczukiem. Na zegarze jest 1:21:11. Udało się. Chwilę później dobiega Mariusz Kupczak z nowym rekordem życiowym 1:21:31 (o ponad 2 minuty szybciej niż poprzedni). Czekamy na Wojtka. Przybiega na metę z czasem 1:23:15, też rekord życiowy, choć z pewnością byłoby jeszcze lepiej gdyby nie wymuszona przerwa w treningach w ostatnim tygodniu. Dowiadujemy się, że Łukasz dobiegł piąty z czasem 1:18:02. To nowy rekord klubu, poprawiony o ponad 2 minuty.

Idę powoli do samochodu ubrać się i wziąść aparat fotograiczny. Po drodze finiszuje Piotrek Majewski, a dwie minuty później Halinka biegnie po zwycięstwo wśród kobiet. Dwóch kolejnych zawodników, Adam Michalski i Robert Borkowski dobiegają do mety przed upływem 1:35. A więc czas drużyny będzie bardzo dobry. Zdecydowanie lepszy niż u ubiegłorocznego zwycięzcy.

DSC_0561DSC_0567

Robert Borkowski (lewa) i Antoni Stankiewicz (prawa) na finiszu

DSC_0574DSC_0583

Arek Zub (lewa) i Henryk Załęski (prawa) na finiszu

Kolejni biegacze finiszują. Rozpoczyna się oczekiwanie na oficjalne wyniki by zobaczyć jak pobiegli rywale. Datasport wywiesza wyniki indywidualne. Okazuje się, że bardzo mocno pobiegli zawodnicy 10 Brygady Logistycznej z Opola. Wystawili 50-osobową drużynę. Ich najlepszy zawodnik był tuż przed Łukaszem, siódmy też miał lepszy czas od naszego siódmego. Za to nas jest więcej w czubie. Czyli albo my albo oni, reszta nam nie zagraża. Próbuję policzyć wszystko w głowie, ale zbyt wielu zawodników i zbyt wiele czasów by poradzić sobie bez kartki papieru. Tak więc czekamy. Idę do namiotu pani z Datasport i pytam kto wygrał klasyfikację drużynową. Odpowiada „KB Sobótka”. A więc jednak się udało.

Ostatecznie uzyskaliśmy łączny czas drużyny 09:57:16, o 14 minut szybciej od 10BLOG oraz o 55 minut szybciej od zwycięzcy z ubiegłego roku. Tym samym jesteśmy najszybszą drużyną w historii Półmaratonu Mietkowskiego, a zarazem jedyną która osiągnęła łączny czas siedmiu zawodników poniżej 10 godzin.

Na koniec była dekoracja zwycięzców. Najpiękniej wyglądało podium kategorii M40, gdzie nie dość zajeliśmy wszystkie trzy miejsca, to jeszcze nagrody wręczała nasza Monika Jackowicz.

DSC_0612

Dekoracja kategorii M40

Wreszcie wyczekiwana dekoracja drużynowa, ze statuetką, szampanem, wygraną włoską kolacją dla całej drużyny i głośnymi okrzykami „Sobótka, Sobótka!”.

Na koniec jeszcze raz podziękowania dla każdego zawodnika.

Radek Puchała

 

Wyniki zawodników KB Sobótka

Zawodnik Miejscowość Czas netto Miejsce OPEN Uwagi
PISKORZ Łukasz Borek Strzeliński 01:18:02 5 TEAM, RK, PB, OPEN-V
PUCHAŁA Radosław Sobótka 01:21:09 11 TEAM, PB
KUPCZAK Mariusz Rogów Sobócki 01:21:31 12 TEAM, PB, M-40-I
FRANASZCZUK Wojciech Sobótka 01:23:15 14 TEAM, PB, M-40-II
MAJEWSKI Piotr Karczyn 01:28:13 28 TEAM, M-40-III
SHCHENSNA-RADZIKOVSKA Halyna Świdnica 01:30:29 40 TEAM, OPEN(K)-I, SBK
MICHALSKI Adam Sobótka 01:34:31 87 TEAM
BORKOWSKI Robert Świdnica 01:34:57 93
KRUK Wacław Świdnica 01:36:12 108 PB
STANKIEWICZ Antoni Sobótka 01:39:37 155
ZUB Arkadiusz Rogów Sobócki 01:41:05 171
ZAŁĘSKI Henryk Sobótka 01:44:06 220 M60-II, OPEN(WMA)-II
KURIATA Klaudia Sobótka 01:48:52 303
GOLDWASSER Zbigniew Sobótka 01:52:30 345
PIASECKA Jadwiga Sobótka 01:53:11 359
ŁUKOWICZ Aneta Wrocław 02:00:16 470
KOZIOŁ Katarzyna Sobótka 02:05:13 522

———————
TEAM – czas uwzględniony w klasyfikacji drużynowej KB Sobótka
RK – rekord klubu KB Sobótka
PB – rekord życiowy
M40-I – 1 miejsce w kategorii wiekowiej M40
OPEN(K)-I – 1 miejsce kobiet
SBK – najlepszy wynik klubowy w sezonie
OPEN(WMA)-II – 2 miejsce OPEN wg klasyfikacji WMA

 

Zdjęcia z zawodów:

https://photos.google.com/share/AF1QipNNvwY_rMbl3ORY6oO9woCsF9ZMynR-0JIhUEBBNWOo5OzeFZ4FPEGGYaTaSyb5cQ?key=azBWdUpJbFl2NXNkeFRaeFhZMlVsQTM5VlNYMkhR

https://photos.google.com/share/AF1QipO_Dr5qWUk5MTfK5tQkU8vbwtMtXUTp7jzlXrrbyKV43_SIiFlgf-kob2YlMF4MNQ?key=SnVRQ0RRQzBQc3hRQ0JGNTN0ZHJVb2g4S3BhaHl3

 

Dodaj komentarz!

Dodaj komentarz lub trackback ze swojej strony. Możesz także Śledzić komentarze w kanale RSS.

Współpracujemy z serwisem Gravatar. Aby wyświetlić swój avatar przy komentarzu, zarejestruj się™ na Gravatar.